niedziela, 12 lipca 2015

Gorzej.

Mam depresję. I to nie byle jaką. Mam depresję smutną, złą, nieprawdopodobnie dziwną. Nie radzę sobie ze sobą. Nie lubię siebie.

Nie wiem dokąd ma zmierzać moje życie. Nie wiem jakie plany mam robić. Czy mogę je robić? A może nie powinno się mieć planów jak się żyje we dwójkę?
Drugie dziecko? Tak, ale jak się uporam z demonami. Adam jest przeciwko. Adam zawsze jest przeciwko. Szczerze mam dosyć... :( Chciałabym, żeby moje życie tak po prostu się skończyło, żeby nie być dla nikogo obciążeniem. Choć to życie zawsze jest dla mnie obciążeniem... Jest zbyt trudne, a ja zbyt zagubiona. Adam nie pomaga. Nie chce, nie umie, nie lubi. Później mi tylko dowali..........


Szkoda gadać.
Ja wysiadam.

sobota, 27 czerwca 2015

Dieta Filipa

Od kilku dni dieta Filipa poprawiła się. Nie wiem dlaczego ale zjada bardzo dużo. Czasem z płaczem odmawia a potem grzecznie zje (i powie, że dobre). Na razie nie zachwycam się, tylko obserwuję.
W ciągu ostatnich kilku dni zjadł...
- zupę pomidorową-krem z dodatkiem ryżu (po misce dzień po dniu)
- kotlety mielone z serem i natką pietruszki (narzekał, że nie chce trawy ale zjadł i jeszcze pokroił).
- kawałek pizzy z cebulką (to zjada od jakiegoś czasu, ale nadal jest to dla mnie zaskoczeniem)
- dwa jajka na twardo

Dostaje "pochrupajki" jak to nazywam, w odpowiedniej dawce w rozsądnej porze między posiłkami.

Do tego moje dziecko zaczęło... wędrować! W czwartek przeszedł 2km do parku, potem drugie tyle po parku i trochę drogi powrotnej. Dzisiaj przeszedł całe zoo na dzielnych nogach. Zaczyna się dziać dobrze. Oby tak zostało.

czwartek, 25 czerwca 2015

Dorastam.

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy uznałam siebie dorosłą osobą. Nawet kiedyś o tym opowiedziałam. Poczułam wolę walki, byłam lwicą. A dziś widzę, że etap ten mam już za sobą.

Dojrzałość to ciężki temat. W ciągu ostatniego czasu wiele rzeczy się w moim życiu zmieniły. Ostatni rok, prowadzenie firmy, posłanie Filipa do przedszkola, ślub i pierwszy wyjazd we dwoje od ładnych paru lat sprawiły, że jestem bardziej asertywna. Nawet jeśli się denerwuję to odczuwam pewien rodzaj spokoju ducha. Umiem przekonywać argumentami, nie krzykiem. Niedawno nie potrafiłam...

Znów mam problem z teściami i muszę Adama przekonać do kilku zmian w tym temacie. Jednak lepiej sobie radzę niż kiedyś. Potrafię rzeczowo analizować i przedstawiać swoje przemyślenia. Ja jestem w szoku, Adam również.

Zmieniłam się. Dojrzałam, wydoroślałam. Chyba czas na drugiego malucha :P

A tu mój prawie czterolatek... 



poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dawno mnie tu nie było...

Zbyt dawno.
Od jakiegoś czasu mam okropne stany depresyjne... sytuacja w domu, choroby Filipa. Z pozoru błahe sprawy. A potem zmarła moja Kasia. Zostawiła na świecie dwójkę maleńkich dzieci, z których to starsze jest miesiąc młodsze od Filipa... I świat mój rozsypał się na milion kawałków, z których musiałam się podnieść i posklejać na nowo.
Chwila ta, tak krótka, jakim była niespodziewana choroba Kasi a następne równie spontaniczne pożegnanie na cmentarzu w Malmo, przewartościowały mój system wartości. Te ciężkie dni sprawiły, że inne rzeczy zaczęły się w życiu liczyć.

Kasia zmarła w marcu. Także w marcu dowiedziała się, że ma raka. Zaawansowanego, który pozwolił jej cieszyć się życiem tylko kilka dni, następnie przez kilka kolejnych przygotowywał jej cudowną rodzinę na to, co miało nieuchronnie nadejść.

Nie znałyśmy się długo, choć myślę, że dobrze. Historia ta pokazała mi, że po kilkuletniej internetowej znajomości można dłużej płakać, niż po kimś z rodziny. Pokazała, że w ciągu jednego dnia można wykupić bilety na zagraniczny pogrzeb, aby pożegnać się z kimś, kogo widziało się raptem dwukrotnie, jednak kogo posty czytało się codziennie z uśmiechem na twarzy. Pokazała, że grupa kobiet może być dla siebie jak siostry i potrafi w obliczu tak smutnej przygody tak szybko i sprawnie działać i jednoczyć się.

Myślę, że chciałabym tego nie wiedzieć. Chciałabym, aby ta dwójka maluchów miała nadal swoją mamę. Aby Kasia zobaczyła, jak jej kilkumiesięczna córeczka zaczyna raczkować kilka dni po jej odejściu. Chciałabym, aby znała jej głos, zapach, sposób mówienia. Aby wiedziała co oznacza przytulić się do mamy. A mamy już nie ma.

Dzisiaj już nie płaczę. Nie pogodziłam się z tą sytuacją i zapewne nigdy się nie pogodzę. Pogrzeb Kasi, kameralny, wzruszający, pomógł mi uporządkować pewne sprawy. Jednak ciężko mi zrozumieć, że odeszła nasza mama podróżniczka, która nie bała się niczego, która w jeden dzień pakowała się, brała dzieciaki pod pachę i leciała do mamy, do Polska. Ciężko mi pojąć, że jest ktoś, kto już nigdy swojej mamy nie zobaczy. Że został mąż, który co wieczór wraca do pustego łóżka. Nasza Kasia nie bała się niczego. Oprócz raka.

czwartek, 19 lutego 2015

o!

Tak dawno mnie tu nie było. Bardzo dawno.
Jestem znowu.
Pewnie dlatego, że Filip chory, a ja muszę się nim opiekować, czyli nie pracuję.

Dzieć mój przedszkolny już. Niby od dawna, a nadal mnie to fascynuje. Ja rozwijam karierę zawodową i zastanawiam się czy bardziej chcę robić zdjęcia czy mieć drugiego dziecia. Koszmar.

Mieszkanie się buduje, piękne, nieduże, w centrum miasta. Marzę, żeby się wprowadzić.
Do ślubu jakieś 2 miesiące (koszmar). Żyję w świecie winietek, zaproszeń i kolorów przewodnich. Czemu dałam się tak w to wkręcić (samej sobie).

Taki jest już duży ten mały chłopiec...