poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Mini studio.

Mało coś piszę ostatnio, ale na szczęście i tak nikt tu nie zagląda.
Po co więc piszę? Nie wiem. Dla samej siebie? Bo pisanie dla widowni... no cóż, nie w moim stylu.

Założyłam firmę, muszę tylko odwiedzić okropny budynek ZUS i już z głowy. Samo założenie trwało 15 minut, papierzyska z tym związane ciągną się od ponad dwóch tygodni.
Ale kręci się mój interes, wrzuciłam na facebooka promocję, pojawiły się więc pierwsze zlecenia. Na razie niemalże za darmo - zyski są zupełnie niewidoczne kiedy uwzględniam wszystkie koszty.
Mimo wszystko postanowiłam zrobić małe - przenośne studio fotograficzne w domu i wyszło to dość tanio. Koszta będą rosły, bo to biznes w którym trzeba się rozwijać, ale będę się starała szukać oszczędności gdzie się da.


Po pierwsze - tło. Nieco niedbale zarzucone, więc widać zagniecenia. Do sesji jest ładniej. To po prostu miękki koc. Miałam go w domu. Zarzuciłam na dwa krzesła, przypięłam klamerkami, które kupiłam w empiku. Czysta prowizorka, ale dzięki temu studio jest przenośne. Krzesła ma w domu każdy, a dzięki temu mogę wykonać sesję zdjęciową maluszka w jego własnym domu. Koc na razie mam jeden, siostra w domu ma zielony, biały i fioletowy. Chyba się do niej wybiorę i jej po prostu podkradnę.

Po drugie - czapeczki. Nie było to może super tanie, ale było tańsze niż przewidywałam. Mam trzy czapki, do jednej z nich mam majteczki z ogonkiem króliczka. Dzisiaj powinnam dostać jeszcze jeden komplet, mam nadzieję, że do piątku dostanę ostatni. Łącznie 3 zestawy i chyba 6 czapek. Nie jest źle.

Sprzęt fotograficzny okazał się tutaj najmniejszym problemem. Bo mam wszystko, czego mi trzeba. Najdroższe zakupiłam na samym początku.

Po trzecie - reklama. Nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko i łątwo można trafić do ludzi dzięki reklamie na facebooku. Po prostu wybierasz sobie odpowiedni target: wiek, płeć, status związku, posiadane dzieci... dzięki temu udało mi się zdobyć cztery dodatkowe zlecenia ślubne w tym roku!



Jestem zadowolona. Żeby tylko biurokracja mnie nie dobiła. Na razie zrezygnowałam z korzystania z usług księgowej... zobaczymy, czy wyjdzie mi to na dobre.

2 komentarze:

  1. hmm, dobry nius, że założenie firmy trwa tak krótko, szkoda, że trzeba potem się tyle 'bawić' z tymi dokumentami...
    gratuluję popularności na fejsie :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, oby wszystko wypaliło, nawet w kontaktach z ZUSem :) Gratuluję odwagi i pomysłowości. No i oczywiście również życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń