piątek, 21 lutego 2014

Matka - agresor.

Kiedy człowiek staje się dorosły? Kiedy kończy 18 lat? To bzdura, w którą wierzą wszystkie szesnastolatki. Jak się wyprowadzamy z rodzinnego domu? Nie wiem, ja się nadal czułam tak samo, chodziłam w końcu jeszcze do liceum. Kiedy rodzi się dziecko? Może, choć wbrew pozorom przyjście na świat malucha zmienia wiele rzeczy w życiu ale nie zmienia naszego charakteru, tym, kim jesteśmy. To kolejny dzień w naszym życiu, nie odcina grubą i jaskrawą kreską tego, co było. To następstwo tego, na co się czekało przez wiele miesięcy więc choć jest to niewątpliwie zmiana, to sposób w jaki myślimy, postrzegamy świat, nie zmienia się mocno. W końcu nadal lubimy te same rzeczy, a myśli układają się w podobny sposób. Nie zmienia się barwa głosu, wygląd zewnętrzny. Stałam się mamą, ale czy stałam się dorosła?

Wczoraj leżąc z łóżku i nie mogąc zasnąć pomyślałam sobie - umiem walczyć o swoje. Jestem dorosła. Koniec z nieśmiałością, z krępowaniem się, z "co ludzie powiedzą". Jak czegoś potrzebuję to walczę. Jak mnie ktoś denerwuje, to potrafię to okazać. Jestem matką-agresorem. Lwicą.

Myślę  tym, co stało się w nocy. Jest przed pierwszą, próbuję zasnąć. Filip śpi twardo w salonie, a ja w sypialni przekręcam się z boku na bok. Wszystkie okna zamknięte ale słychać śmiechy, chichoty i rozmowy. Gadali tak głośno, że mogłam spokojnie opowiedzieć o czym, choć dzieliła nas gruba szyba i dwa piętra wysokości. Wstałam, ubrałam kurtkę, poszłam na balkon i zaczynam tyradę. Ale towarzystwo mnie nie słyszy. To mówię głośniej. Nie agresywnie, ale o tym, że za zamkniętymi oknami ich słychać, że palić można cicho a imprezować w środku. Myślę, że nie przesadziłam, bo nie rzuciłam nic o policji, ciszy nocnej, o wrednych i hałaśliwych studentach.

Ta jedna rozmowa dała mi do myślenia. Kiedy stanęłam po drugiej stronie okna? Jeszcze niedawno sama bym stała na balkonie, paliła papierosy i piła piwo. A teraz jestem tym wrednym sąsiadem - matką z dzieckiem, której wszystko przeszkadza, która wrzeszczy na sąsiadów o pierwszej w nocy za głośne rozmowy. Zdałam sobie sprawę, że jestem teraz kimś innym. Choć mam dwadzieścia-parę, studiuję, to dla innych jestem człowiekiem z nie tego świata. Należę do powszechnie występującego gatunku matek agresywnych.

Jak patrzę w minione dni, nauczyłam się walczyć o swoje. Parę dni temu idąc z Filipkiem za rączkę po ulicy minęła nas kobieta. Rozmawiała przez telefon, a w drugiej ręce miała ogromną, skórzaną torbę. Przechodzi obok nas i torbą Filipa po głowie. Filip nic. Nie drgnął, choć mogło go to zaskoczyć. A ja... jak nie ja! Odwracam się i krzyczę do babska, że ma uważać, jak chodzi. Doszło do ostrej wymiany zdań, ale nie odpuściłam. W końcu zaatakowała moje dziecko! Czy kiedyś bym tak postąpiła? Pewnie nie. Czy jestem z siebie dumna? Absolutnie! W końcu co to za matka, która nie dba o swoich najbliższych.

Dorosłość to dziwna rzecz. Jeszcze dziwniejsze jest, jak nagle zauważamy, że jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Jak jedne cechy ustępują miejsca drugim.
Takie o to myśli nachodzą mnie, po tym, jak ochrzanię głośnych sąsiadów. Bo w końcu wyszłam, przewietrzyłam się i znowu nie mogę zasnąć. Bosko.

A to mi się udało wyhodować na oknie. Wiosna zawitała nieco wcześniej :)


2 komentarze:

  1. matka-lwica! no pieknie :) ja sie sama często zastanawiam, jak się definiuje dorosłość. ale to chyba właśnie umiejętność zadvbania o własne sprawy, no bo przecież nie któreś tam z kolei urodziny lub brak chęci do opowiadania głupich żartów (tego się chyba i za 50 lat nie pozbędę...) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja stoję po tej stronie "na balkonie", ale mimo to nie rozumiem, jak można zachowywać się na tyle głośno, by przeszkadzać sąsiadom. Trochę kultury nie zaszkodzi nikomu, nawet nietrzeźwym studentom.

    OdpowiedzUsuń