poniedziałek, 24 lutego 2014

3 lata.

Dokładnie 24 lutego, trzy lata wstecz, dowiedziałam się o istnieniu małej Drobinki, która zmieniła nasze życie już na zawsze. Ten dzień zawsze traktuję jak takie "kolejne urodziny", ważną rocznicę, myślę nawet, że najważniejszą ze wszystkich rocznic.

Nie mam za dużo do dodania dzisiejszego dnia. Chciałam tylko napisać, że tyle rzeczy zmieniło się od tego czasu. Nie tylko u Filipka ale też u mnie. Zaczęłam bardziej doceniać to, co mam. Kończę właśnie studia, które zaczęłam będąc w 9 miesiącu ciąży. Stałam się wyjątkowo spokojnym człowiekiem wobec moich najbliższych. Nie stresuję się bez powodu, jestem asertywna, dbam o swoje pasje. Czy to samo miałam trzy lata temu? Nie. Nie miałam z tego nic. Bilans jest w stu procentach "na plus". Ciekawe, czy trzy lata w przód będę umiała powiedzieć to samo. Mam nadzieję, że tak.

Dwa lata temu:


Rok temu:

Teraz:



piątek, 21 lutego 2014

Matka - agresor.

Kiedy człowiek staje się dorosły? Kiedy kończy 18 lat? To bzdura, w którą wierzą wszystkie szesnastolatki. Jak się wyprowadzamy z rodzinnego domu? Nie wiem, ja się nadal czułam tak samo, chodziłam w końcu jeszcze do liceum. Kiedy rodzi się dziecko? Może, choć wbrew pozorom przyjście na świat malucha zmienia wiele rzeczy w życiu ale nie zmienia naszego charakteru, tym, kim jesteśmy. To kolejny dzień w naszym życiu, nie odcina grubą i jaskrawą kreską tego, co było. To następstwo tego, na co się czekało przez wiele miesięcy więc choć jest to niewątpliwie zmiana, to sposób w jaki myślimy, postrzegamy świat, nie zmienia się mocno. W końcu nadal lubimy te same rzeczy, a myśli układają się w podobny sposób. Nie zmienia się barwa głosu, wygląd zewnętrzny. Stałam się mamą, ale czy stałam się dorosła?

Wczoraj leżąc z łóżku i nie mogąc zasnąć pomyślałam sobie - umiem walczyć o swoje. Jestem dorosła. Koniec z nieśmiałością, z krępowaniem się, z "co ludzie powiedzą". Jak czegoś potrzebuję to walczę. Jak mnie ktoś denerwuje, to potrafię to okazać. Jestem matką-agresorem. Lwicą.

Myślę  tym, co stało się w nocy. Jest przed pierwszą, próbuję zasnąć. Filip śpi twardo w salonie, a ja w sypialni przekręcam się z boku na bok. Wszystkie okna zamknięte ale słychać śmiechy, chichoty i rozmowy. Gadali tak głośno, że mogłam spokojnie opowiedzieć o czym, choć dzieliła nas gruba szyba i dwa piętra wysokości. Wstałam, ubrałam kurtkę, poszłam na balkon i zaczynam tyradę. Ale towarzystwo mnie nie słyszy. To mówię głośniej. Nie agresywnie, ale o tym, że za zamkniętymi oknami ich słychać, że palić można cicho a imprezować w środku. Myślę, że nie przesadziłam, bo nie rzuciłam nic o policji, ciszy nocnej, o wrednych i hałaśliwych studentach.

Ta jedna rozmowa dała mi do myślenia. Kiedy stanęłam po drugiej stronie okna? Jeszcze niedawno sama bym stała na balkonie, paliła papierosy i piła piwo. A teraz jestem tym wrednym sąsiadem - matką z dzieckiem, której wszystko przeszkadza, która wrzeszczy na sąsiadów o pierwszej w nocy za głośne rozmowy. Zdałam sobie sprawę, że jestem teraz kimś innym. Choć mam dwadzieścia-parę, studiuję, to dla innych jestem człowiekiem z nie tego świata. Należę do powszechnie występującego gatunku matek agresywnych.

Jak patrzę w minione dni, nauczyłam się walczyć o swoje. Parę dni temu idąc z Filipkiem za rączkę po ulicy minęła nas kobieta. Rozmawiała przez telefon, a w drugiej ręce miała ogromną, skórzaną torbę. Przechodzi obok nas i torbą Filipa po głowie. Filip nic. Nie drgnął, choć mogło go to zaskoczyć. A ja... jak nie ja! Odwracam się i krzyczę do babska, że ma uważać, jak chodzi. Doszło do ostrej wymiany zdań, ale nie odpuściłam. W końcu zaatakowała moje dziecko! Czy kiedyś bym tak postąpiła? Pewnie nie. Czy jestem z siebie dumna? Absolutnie! W końcu co to za matka, która nie dba o swoich najbliższych.

Dorosłość to dziwna rzecz. Jeszcze dziwniejsze jest, jak nagle zauważamy, że jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Jak jedne cechy ustępują miejsca drugim.
Takie o to myśli nachodzą mnie, po tym, jak ochrzanię głośnych sąsiadów. Bo w końcu wyszłam, przewietrzyłam się i znowu nie mogę zasnąć. Bosko.

A to mi się udało wyhodować na oknie. Wiosna zawitała nieco wcześniej :)


środa, 19 lutego 2014

Stoi na stacji mokotywa...

Siedzi Filip na łóżku, bawi się "brum-brumem" i nuci pod nosem: "stoi na stacji mokotywa, ciężka, sapie, buch, koła w ruch, maszyna nie stal, nie piłeczka, przez góry przez tunel...".

Matka oczywiście stoi jak wryta. No bo jak to? I zaczynam mówić:
- Stoi na stacji...
- Mokotywa! - woła Filip
- Wielka i ciężka i pot z niej...
- Pływa!
- Tłusta...
- Oliwa!
- Stoi i...
- Sapie!
- Dyszy i...
- Mucha!
- Żar z rozgrzanego jej...
- brzucha bucha!
- Uff jak...
- Goląco!

Właściwie jest w stanie dopowiedzieć cały wierszyk do końca. Wyliczając wszystkie wagony (ćteldzieści!) cieszy się za każdym razem widząc mój podziw. A ciężko nie pękać z dumy, skoro ostatnio wierszyk o lokomotywie słyszał parę tygodni temu. Dzieciaki to mądre bestie są...

wtorek, 4 lutego 2014

Smutny zawód - fotograf.

Stało się - dopadła mnie ludzka zawiść. Z racji, że zaczynam sobie coraz lepiej radzić w fotograficznym świecie, a do tego nie inkasuję potężnych sum pieniędzy, zdobywam klientów z różnych okazji. Reportaże ślubne, chrzciny, sesje i tym podobne.

Co sprawiło, że będę brała za to pieniądze? W końcu ostatnio robiłam to za darmo. No właśnie. Za darmo. Czyli źle. Bo to, że ktoś chce się uczyć, chce zdobywać doświadczenie albo realizować pasję jest ZŁE. To, że początkujący wchodzi na bezczelny rynek fotografii też jest ZŁE. Bo uwaga: zabiera miejsca pracy. Psuje rynek. Sprawia, że ludzie wybierają tańszego fotografa zamiast płacić komuś 2000zł za to samo.

Jakiś czas temu dostałam maila. Od człowieka, któremu nie podoba się to, że fotografuję za darmo. Zwyzywał mnie, oczywiście nie podpisał się. Olałam, to się zdarza. Parę tygodni później dostałam kolejnego maila, od innej osoby. Ta się podpisała. Pogratulowała mi "super pomysłu". A wiecie jakiego? Zamieszczenia ogłoszenia za darmo a potem nabijania darmowych klientów w butelkę. Okazało się, że ktoś zamieścił ogłoszenie na serwisie, na którym sama się ogłaszam, że "fotografka Natalia wystawiła mnie w dniu ślubu" i "wysłała smsa, że nie przyjdzie godzinę przed ceremonią". I człowiek, który wysłał mi wiadomość, żeby mi pogratulować, uznał, że na pewno jestem profesjonalistą, który chce w ten sposób pozbyć się konkurencji.

ŻE CO???????

Tak. W ten sposób fotografowie pozbywają się darmowej konkurencji i zwalczają ludzi, którym zachciało się darmowych zdjęć. Im więcej takich ogłoszeń tym mniej osób się na to zdecyduje, bo za duże ryzyko. Dla mnie to był po prostu szok.

Fotograf. Jaki to smutny zawód. Jakie to przygnębiające, że człowiek, aby dostać zlecenie ucieka się do oczerniania innych, wstawiania fałszywych informacji, czyli de facto łamania prawa. Ogłoszenie "oczerniające" zostało zdjęte na moją prośbę, bo powiedziałam, że łamie ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Moje ogłoszenie też zostało zdjęte. Uznałam, że lepiej brać grosze niż brać udział w nagonce na darmowego fotografa. A właściwie zostać jej ofiarą,

Przykre, że fotograf nie rozumie prawa konkurencji i wolnego rynku. Ktoś chce płacić mniej - zapłaci mniej i dostanie to, za co zapłacił. Ktoś chce zapłacić więcej - wynajmnie profesjonalistę z doświadczeniem na rynku. Podając małą cenę w ciągu tygodnia zapchałam wszystkie czerwcowe weekendy. Czyli komuś podobają się moje zdjęcia, ktoś jest w stanie mi zaufać, że nie zepsuję jego jedynego dnia. Nie jest źle. 
W supermarkecie mamy do wyboru  szynkę i wyrób szynkopodobny. Kto kupi 100% mięsa? Ten, kogo na to stać, komu zależy na zdrowym i smacznym jedzeniu. Gorszą szynkę kupi ten, kto chce ale nie wymaga. Dla kogo jakość nie jest priorytetem. Czy w przypadku fotografii jest naprawdę tak wielka różnica?

Spęd fotografów, najeżdżających na innych na facebooku pozdrawiam. Udławcie się swoim jadem.