poniedziałek, 2 grudnia 2013

Idą święta!

I nie wiem czy to "niestety" czy "na szczęście". Są rzeczy, które mnie cieszą, ale są i takie, które niosą jakieś małe rozczarowanie.

I. Choinka. Uwielbiam żywą, pachnącą, obwieszoną bombkami, łańcuchami i lampkami. W tym roku muszę iść na kompromis i kupuję sztuczną. Powinnam się czuć z tym lepiej, bo nie przyczynię się do wycinki lasów świerkowych. Ale plastik nie pachnie. On śmierdzi. Wręcz WALI plastikiem. Z kolei, nie sypie się i nie muszę się martwić, żeby go zdjąć 1 stycznia, bo po styczniowym pobycie na nartach, mój dom będzie cały w igłach.

II. Prezenty. Uwielbiam obmyślać, lubię, jak ktoś się cieszy z otrzymanego prezentu. Nie znoszę kupować. Nie znoszę patrzenia na to, jak mój portfel chudnie. Ani przepychać się łokciami po galeriach handlowych. Niestety czas ręcznego przygotowywania prezentów dawno minął. I to nie z powodu braku chcęci, a braku czasu.

III. Świąteczne porządki. O matko, mycie okien! Z kolei, nie zrobienie tego będzie piętnowane przez moją mamę jak tylko do nas wpadnie. Chyba wolę się przed tym uchronić. Wyprowadziłam się z domu 4 lata temu a jej dziwne spojrzenie nadal robi na mnie wrażenie.

IV. Prezenty dla mnie. Od paru lat konsekwentnie wszystkim oznajmiam, że dla mnie najlepszym prezentem jest kasa. Nie sądzę, żeby ktoś mi zafundował nowy obiektyw, który używany kosztuje ponad 1,5 tys. Tak więc proszę o kasę. Sama uzbieram i kupię. Ale nie. Kasy nie wypada.

V. BRAK CZASU! Dlaczego jest już grudzień? Czemu zostały 22 dni, żeby to wszystko ogarnąć? I czemu teraz, kiedy jest dzień powszedni i mniej ludzi łazi po sklepach moje dziecko ma 39 C temperatury???


To pozrzędziłam. Od razu mi lepiej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz