poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie

Zostały ostatnie dni tego roku. Czas na małe podsumowanie tego, co było a nie wróci.

Czy rok był dla mnie łaskawy? Wyjątkowo. Spełniły się marzenia, zarówno te małe jak i te duże. Zaczęłam zarabiać na fotografii, co sprawia mi bardzo dużo radości. Nie spodziewałam się, że to nastąpi tak szybko.

Filip się zmienił. Nie jest już małą dzidzią a w pełni świadomym małym człowiekiem, zadającym pytania, wprawiającego czasami w zakłopotanie i wywołującym masę śmiechu.

Życie się zmieniło.
Czy ja się zmieniłam?




Czas pomyśleć o noworocznych postanowieniach, a u mnie brak pomysłu. Mniej wydawać, więcej oszczędzać. Nie marnować jedzenia. Być lepsza dla bliskich. Uzbierać na teleobiektyw (taaak, znowu wyjątkowo-drogi-sprzęt-foto), w domu mnie chyba zamordują jak to zrobię ;)

Za parę dni jedziemy w góry, poszaleć na nartach. O niczym więcej nie marzę!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

W świątecznym klimacie.

Mam wrażenie, że wszystkie kobiety stają się po części swoimi matkami. Fakt, nie jesteśmy takie same - mamy w końcu część innych genów, inaczej też wyglądał świat, gdy wchodziłyśmy w wiek dorosłości. Ostatnio, rozmawiając z kilkoma koleżankami na temat świąt, zdałam sobie sprawę, że nic nie pokazuje tak podobieństwa między pokoleniami kobiet, jak właśnie święta.

Szczerze przyznam, że to, czego kiedyś nie znosiłam, dzisiaj jest dla mnie sprawą pierwszej wagi. Nie umyć okien? Nie zrobić 12 dań? Jakie SUSHI NA WIGILIĘ???? - to akurat nie mój pomysł ale to ja właśnie posypałam gromy i odrzuciłam sprawę.

To nasza trzecia wigilia razem z Filipem a czwarte święta w tym domu. Kiedy święta organizowała moja mama, wciągała mnie i moje siostry w wir porządków, kazała sprzątać, pucować, odkurzać i domywać. Do tego zmywania była masa, sterta brudnych garnków powiększała się w zastraszającym tempie, a ja - pełniąca dyżur przy zlewie - wściekałam się na wszystko, płakać się mi chciało i rozpowiadałam każdemu, że u mnie święta nie będą tak wyglądać.

A jak jest? Jestem wierną kopią mojej mamy. Wszystko postne. Milion pierogów. Nic nie może być kupne, wszystko robione - nawet makaron pod kluski, majonez do sałatki. Dzisiaj posprzątałam cały dom, nawet te rzeczy, których nie znoszę sprzątać i które zawsze robi za mnie ktoś inny (toaletę, kanapę w salonie...). Zastanawia mnie jedno: gdzie w tej całej bieganinie podziała się zbuntowana nastolatka, niecierpiąca tego zamieszania? Czemu to sprawia mi aż taką przyjemność?

Wiem, że esencją świąt nie są równo ulepione pierogi czy błyszczące podłogi, nie są nią nawet prezenty, które nie tylko lubimy dostawać, ale przede wszystkim wybierać i dawać. Wiem, że to chrześcijańskie święto upamiętniające to, co dla nas - wierzących ważne. Ale życie się zmienia i jak zmieniamy się my, tak zmienia się też tradycja i kultura. I prezenty nie są złe, tak samo jak suto zastawiony stół. A spotkania w rodzinnym gronie są czymś, na co czekam z utęsknieniem od poprzednich świąt. Od dwóch lat - czyli od czasu gdy Filip jest z nami i zaczęliśmy świętować wigilię z moimi teściami oraz teściami mojej siostry, czuję, jakby powstała nowa rodzina i nowa tradycja.

Wszystkim, którzy obchodzą jutrzejsze święta Bożego Narodzenia, życzę spokojnych, suto zastawionych i przede wszystkim szczęśliwych dni, aby ten czas spędzony razem wniósł pozytywny akcent do naszego szarego, zabieganego życia.

niedziela, 8 grudnia 2013

Wagary

Kiedy czuję się przytłoczona obowiązkami, nie mam kiedy wyrwać się, żeby odetchnąć, poczuć się znowu jak prawdziwy człowiek, albo prawdziwa kobieta. Chwała temu, kto wymyślił wagary! Nie muszę ciągnąć dziecka po galerii handlowej, żeby kupić nową bluzkę, ani też ciągnąć po naprawdę zimnym świecie, żeby zrobić nieco zdjęć. Po prostu urywam się z najnudniejszych zajęć w ciągu weekendu i idę w świat.


Wiem, że nie jest to do końca dobre, bo w końcu w domu siedzą moje chłopaki i zapewne myślą, że się pilnie uczę i siedzę na pupcu w ławce, ale znam dobrze tego Mojego Typa i siebie samą. Nie lubimy bez powodu ruszać się bez siebie, a takie wyjście jest mi czasem potrzebne i nie potrafię się do niego zmotywować.

Ponieważ moja uczelnia jest położona bardzo blisko Głównego Miasta, postanowiłam przejść się tym razem na spacer i porobić trochę zdjęć plenerowych, na które nigdy nie mam czasu. Tym razem zdjęcia Black&White, głównie ratusza i ulicy Dłuiej, ale jest też małe miejsce dla innych miejsc, zapewne znanych wszystkim z pocztówek czy wakacji nad Bałtykiem.





Nie ze wszystkich zdjęć jestem dumna, ale tak naprawdę moja wycieczka krajoznawcza miała na celu uwiecznienie "Zimy w Gdańsku Głównym" a napotkałam na lodo-pluchę. Pole do popisu dość marne, a temperatura i wiatr dawały się we znaki. I tyle ;)

piątek, 6 grudnia 2013

Pokój Filipka

Relacja z tworzenia Filipkowego Pokoiku, a właściwie z rozwijania super dywaniku. Szkoda, że spać w nim nie chce. Obraził się przy zasypianiu, uznał, że na materacu mu się nie podoba i zażądał "Fifi pi taaaaaaaaaam", czyli w salonie. A w pokoju z zabawkami śpijcie sobie wy, mama i tata. I zapomnijcie o korzystaniu z kuchni czy telewizora po 19. Taki super pomysł.




A swoją drogą Filip stwierdził osatnio, że noc to "wyłączone niebo" :)

wtorek, 3 grudnia 2013

Asertywny Filip

Filipowi ma zawirowania żołądkowe. Dałam mu smectę w niepełnej szklance wody. Dobre to nie jest, powiedziałabym wręcz, że ochydne. Nigdy nie owijam w bawełnę i powiedziałam wprost, że to lekarstwo, jest bardzo ważne, jak wypije to nie będzie bolał brzuszek. 
Filip wprost: "nie ma mowy" (ciekawe od kogo się nauczył...), potem "ale przepyszne, mniam mniam" (zawsze to mówi, jak czegoś nie chce zjeść i myśli, że mnie wykiwa). No to matka musi kombinować, pije z nim piesek z duplo, i kotek i miś i żyrafa. 
Zostało parę łyków i jest już coraz ciężej. Mówię mu:
- dżip z tobą wypije.
- dżip nie ma buzi.
- o tutaj ma.
- mamo, to nie buzia. To grill.

Zostałam pokonana w dyskusji przez dwulatka.


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Idą święta!

I nie wiem czy to "niestety" czy "na szczęście". Są rzeczy, które mnie cieszą, ale są i takie, które niosą jakieś małe rozczarowanie.

I. Choinka. Uwielbiam żywą, pachnącą, obwieszoną bombkami, łańcuchami i lampkami. W tym roku muszę iść na kompromis i kupuję sztuczną. Powinnam się czuć z tym lepiej, bo nie przyczynię się do wycinki lasów świerkowych. Ale plastik nie pachnie. On śmierdzi. Wręcz WALI plastikiem. Z kolei, nie sypie się i nie muszę się martwić, żeby go zdjąć 1 stycznia, bo po styczniowym pobycie na nartach, mój dom będzie cały w igłach.

II. Prezenty. Uwielbiam obmyślać, lubię, jak ktoś się cieszy z otrzymanego prezentu. Nie znoszę kupować. Nie znoszę patrzenia na to, jak mój portfel chudnie. Ani przepychać się łokciami po galeriach handlowych. Niestety czas ręcznego przygotowywania prezentów dawno minął. I to nie z powodu braku chcęci, a braku czasu.

III. Świąteczne porządki. O matko, mycie okien! Z kolei, nie zrobienie tego będzie piętnowane przez moją mamę jak tylko do nas wpadnie. Chyba wolę się przed tym uchronić. Wyprowadziłam się z domu 4 lata temu a jej dziwne spojrzenie nadal robi na mnie wrażenie.

IV. Prezenty dla mnie. Od paru lat konsekwentnie wszystkim oznajmiam, że dla mnie najlepszym prezentem jest kasa. Nie sądzę, żeby ktoś mi zafundował nowy obiektyw, który używany kosztuje ponad 1,5 tys. Tak więc proszę o kasę. Sama uzbieram i kupię. Ale nie. Kasy nie wypada.

V. BRAK CZASU! Dlaczego jest już grudzień? Czemu zostały 22 dni, żeby to wszystko ogarnąć? I czemu teraz, kiedy jest dzień powszedni i mniej ludzi łazi po sklepach moje dziecko ma 39 C temperatury???


To pozrzędziłam. Od razu mi lepiej!