niedziela, 20 października 2013

O matko!

Dzisiaj na poważnie.

Pewnie nikt z Was nie zauważył, że nigdy nie poruszyłam tematu małżeństwa. Są związki, partnerstwo, wspólne życie i miłość a nie ma małżeństwa. Dlaczego? Wyjaśniam. Bo się na tym nie znam. Nie jestem żoną. Ot co.

Z Miśkiem zawsze mieliśmy różne poglądy na przyszłość (nad czym ja ubolewałam) ale jak się okazuje czasem jeden z wyjątkowo-upartych-osłów potrafi ustąpić. Oczywiście to nie byłam ja. Ja nie ustępuję. Idę na kompromisy, okej, ale nie zarzucam swoich poglądów. To musiał zrobić Misiek.

Tak więc powiem z dumą - nieukrywaną! - że z dniem wczorajszym zostałam oficjalnie narzeczoną.
Czy ziemia się zatrzęsła z tego powodu? Nie. Czy anielskie chóry wyśpiewują fanfary? Być może, ale ja nie dostrzegłam. Tak więc o co chodzi? O pierścionek ze złota?

Nic się nie zmieniło, słońce nie zgasło a ja przecież od pierścionka nie kocham mocniej. Ale nie mogę powiedzieć, że to było bez znaczenia. Bo nie było. Miało duże znaczenie. I czuję się z tym fantastycznie!


Dzień był magiczny, chwila cudowna, wszystko tak, jak zaplanował, tak jak tego chciał. Pierścionek piękny, z małym brylantem. Tylko my, chociaż już narzeczeni to dalej rodzice, zajęci sobą nie zwróciliśmy uwagi jak dziecko nasze wpadło po pas do potoczku. I wyszło. I płakało nie, że zimno, mokro tylko, że brudny i nie może usiąść na swoim małym rowerku.
Tak więc pierścionka mi nie zdążył założyć. Może i dobrze, bo był za mały ;-)


Ale się cieszę :-)

1 komentarz:

  1. Hahaha, ooo, jak romantycznie :D Rozbawiła mnie ta historia, nie powiem, a podły miałam humor cały dzisiejszy dzień. To decyduje o tym, że już tu zostanę, obserwuję i czytam :)
    Zapraszam też do siebie, jeśli zechcesz.
    http://davocem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń