poniedziałek, 16 września 2013

Jestem.

Tydzień minął od poprzedniego postu, a tyle rzeczy wydarzyło się od tego czasu. Słownik Filipa powiększył się o kilkadziesiąt nowych pojęć. Nowe słowo jest prawie co godzinę. Tworzy zdania, mówi słowa których ja sama rzadko używam (np. śpiewa pan - muzyka owszem, leci u nas w głośnikach codziennie, ale taka konstrukcja nie jest niczym powszechnym). Do tego rozpoczęłam trzeci rok studiów i wczoraj wróciłam z pierwszego zjazdu tego roku. Muszę przyznać, że to, czego się obawiałam okazało się być nie takie straszne. Oddałam też zlecenia fotograficzne z minionych tygodni i szczerze jestem z siebie dumna. Jeszcze dwie sesje fotograficzne mnie czekają... zobaczymy, jak pójdzie. To, z czego zdałam sobie sprawę, to fakt, że wcale nie chcę rezygnować z hiszpańskiego. Jestem w tym dobra i to mnie motywuje do dalszej pracy. Myślałam ostatnio, żeby nie isć na magisterskie, a tu się okazuje, że chęci wróciły mi z powrotem.

Wczoraj obchodziliśmy z Miśkiem rocznicę... parę ładnych lat minęło, a jest dobrze, jak na początku. A może nawet lepiej?

No i co jeszcze z ostatnich dni? Nasze plany emigracyjne uległy zmianie. Nie wiemy na razie co chcemy daje robić, gdzie jechać. Ja tu nie chcę zostać, Misiek nie chce jechać do Londynu... Przez pewien czas czułam się, jakby mnie walec przejechał, jakby ktoś mnie powalił na ziemię i przygniótł. Muszę planować - to moje życie. Uwielbiam snuć plany, jestem straszną marzycielką. A jak nie wiem co robić dalej to wariuję.

Czas pokaże...



1 komentarz:

  1. super, że jest dobrze, a nawet lepiej :) i oby tak dalej! i powodzenia dla Filipa w nauce nowych słówek, nieźle mu idzie :)

    OdpowiedzUsuń