wtorek, 3 września 2013

Dzień wolny dla mamy

Przyszła jesień. Chociaż do tej kalendarzowej jeszcze chwila, wraz z rozpoczęciem września zrobiło się deszczowo, wietrznie i chłodniej. Wczoraj udało mi się wieczorkiem pojeździć z Filipem na rowerze, później cały wieczór planowałam wakacje. Bo jeszcze czekają nas wakacje - za miesiąc.

Za dwa tygodnie - a właściwie za 1,5 - wracam na uczelnię. Ostatni rok nauki, ostatni ciężki rok organizacji, braku weekendów, mijania się. Zdałam sobie sprawę, że z obecnym trybem dnia Filipa nie będzie mnie widział przez cały weekend. Od piątku wieczorem do poniedziałku rano. Po prostu jak się obudzi to już mnie nie będzie, zanim wrócę to on zaśnie. Szkoda mi bardzo tego małego bączka, ale myślę, że jakoś damy radę. W końcu siedzenie w domu z tatusiem nie jest takie złe.

Spojrzałam dzisiaj w kalendarz i zdałam sobie sprawę, że jeśli chcę zawodowo zajmować się tyloma rzeczami, muszę na to wygospodarować nieco czasu. A tydzień jakby się skrócił. Misiek dwa razy w tygodniu ma zajęcia z gimnastyki. Wraca po 2 miesięcznej przerwie. Nie odbiorę mu tego, w końcu już kiedyś się przekonałam, że Misiek nie ćwiczący to nie ten sam człowiek. Ja z kolei chciałam się zapisać na niemiecki - mam na to bardzo mało czasu w ciągu dnia, Filip już nie śpi. Misiek też chciał sobie co nieco powtórzyć, tak więc mamy iść razem - potrzeba na to jakiegoś popołudnia. Do tego moja praca (korepetycje) oraz praktyka uczelniana. A gdzie czas dla siebie? Na rower, na kawę, na siłownię czy ściankę? Gdzie czas wolny dla mamy?

Mama czasu dla siebie nie ma. I wcale mnie to specjalnie nie dziwi. Gdy jeden rodzic pracuje 8-16, a często zostaje po godzinach, do tego wraca z pracy godzinę przez okropne korki, chce usiąść spokojnie na kanapie, dostać obiad i odpocząć. A ja nie mam nic przeciwko temu, w końcu też kiedyś pracowałam po 9, 10 godzin (stare czasy, oby nie wróciły), jak wracałam to chciało mi się tylko leżeć. Tylko, że ja też pracuję. Bo siedzenie z dzieckiem to praca, co powie każda siedząca w domu mama. Dom sam się nie posprząta, obiad nie ugotuje, dziecko nie nakarmi, ubierze i umyje. Oczywiste, że wolę to niż biurko i komputer, ale po całym dniu z Filipem jestem zmęczona.

Jak to więc będzie? Jak wygospodarować dwie godziny w tygodniu kiedy już całego dnia brakuje? Czy znowu będę wykończona i depresyjna?

Sezon na jesień czas zacząć. Oby się to wszystko dobrze skończyło.


3 komentarze:

  1. ale ten Twój mały rośnie :)
    siedzenie z dzieckiem na pewno jest ciężką pracą, do niektórych to nie dociera.. cóż, postaraj się wygospodarować trochę czasu, Filipek rośnie i będzie mniej wymagający :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Filip jest uroczy ;) widzę, że naprawdę masz masę zajęć :) i radzisz sobie świetnie!
    Podobno pogoda letnia ma jeszcze wrócić. Ciekawe czy tak się stanie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no właśnie kadrowanie było celowe, bo na nogach były wielgachne, włochate różowe skarpeciochy :D może nogi będą następnym razem :)

    OdpowiedzUsuń