poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wróciłam!

Po udanym tygodniu spędzonym z rodziną i przyjaciółmi na działce, stwierdzam, że dobrze czasem być w domu. Wczorajsza podróż do domu była koszmarem, chociaż zapowiadała się bardzo przyjemnie. Korki, płacz Filipa, a my nie mogliśmy nic zrobić... Jechaliśmy z Olsztyna 4 godziny zamiast 2. Kto zabawiał FIlipka na tylnym siedzeniu? To chyba oczywiste, że ja?

Filip bawił się bosko, większość wyjazdu spędził na przednim siedzeniu samochodu (nauczył się nawet sowa TLUUUUT czyli klucz) oraz kosząc trawę swoją małą kosiarką .

Zrobiłam masę pięknych zdjęć, do tego przyjechali przyjaciele i wykonałam im pierwszą w życiu sesję ślubną w plenerze (efekty niedługo na blogu).
Za parę tygodni rusza fanpage moich prac fotograficznych na facebooku a także - mam nadzieję - nieco lepsza strona internetowa. Dla tych, którzy są przyzwyczajeni do starego wyglądu, od razu mówię, że niewiele się zmieni. Wszystko jednak nastąpi jeśli uda mi się zrealizować trochę planów. Na razie etap pierwszy udany: zakupiona lampa błyskowa. Czekam z utęsknieniem na dostawę.


Niedługo wpadnę napisać coś więcej o Pasymiu, o tym co się teraz dzieje... na razie nie mam takiej możliwości, jako, że Fifi ciągnie mnie za spódnicę i każe robić babi-babi. Czyli mówiąc po ludzku, chce iść do piaskownicy.


3 komentarze:

  1. Fajnie, że wróciłaś! Współczuję tych 4 godzin, choć ostatni akapit najlepszy!

    OdpowiedzUsuń
  2. babi babi w piaskownicy! sama bym sie pobawila :)
    super, ze wypoczelas, choc podroz rzeczywiscie nie nalezala do wymarzonych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj wiem coś o zawawianu dziecka w samochodzie praktykuje to za każdym razem w samochodzie

    OdpowiedzUsuń