poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Tyle hałasu o urodziny.

Drugie urodziny Filipka zbliżają się wielkimi krokami, a ja, ponieważ kocham organizować takie imprezy, z wielką chęcią zabrałabym się za nią już teraz.
Jak się okazuje, zorganizowanie urodzin dla własnego dziecka nie jest takie proste. Po pierwsze, Filipek urodził się w urodziny swojego dziadka a taty Miśka. W zeszłym roku teściowie poprosili, żeby zrobić urodziny razem. 49 + 1 ;) Wyszło całkiem śmiesznie. Zamówiliśmy stoliki w restauracji, zaprosiliśmy najbliższą rodzinę i przyjaciół. Był fotograf (nasza dobra znajoma), dwa torty. Fifi wytrztymał prawie całą imprezę potem padł jak mucha.

W tym roku jednak chciałam, żeby Filipek miał swoją imprezę. Własną. Oczywiście zanim zdążyłam kogokolwiek o tym uprzedzić, usłyszałam od teściowej tekst: W tym roku rozumiem, że też robimy wspólne urodziny? Włodek [teść] się załamie jak nie będzie mógł mieć wspólnych z Fifim.
Załamałam ręce. I co ja mam z tym wszystkim zrobić, kiedy już na wstępie ktoś jest do mnie nastawiony w ten sposób? Od razu zaznaczę, że teściowia to nie jest zła kobieta. To po prostu kobieta apodyktyczna, lubiąca stawiać na swoim i lubiąca (baaaaardzo) się wtrąć. Ale teściowie pomagają nam mocno, nie tyle co finansowo co organizacyjnie. Załatwili mi praktyki uczelniane, pierwszą pracę, zostają często z Fifim na wieczór, żebyśmy mogli pójść na randkę. Tak więc słysząc z jej ust takie słowa nóż mi się w kieszeni otworzył, ale zacisnęłam zęby i poprosiłam, żebyśmy z tym poczekali jeszcze.

Tu się pojawia drugi problem - data. My jesteśmy do 10 października w Hiszpanii a urodziny są 11 października. Teść wchodzi na statek (jest mechanikiem na promie) w dzień naszego powrotu z wakacji i nie będzie go dwa tygodnie. Do tego musimy powiedzieć datę chrzestnym, bo chrzestna jedzie aż z Londynu, gdzie mieszka. Na te słowa teściowa rzuciła tylko: Bo wiecie, że ja nie przyjdę na takie urodziny bez Włodka.

Pogadałam z Miśkiem na spokojnie. Oboje wiemy, że nie chodzi o datę czy o to z kim takie urodziny będą tylko o sposób zapytania. Czy nie łatwiej byłoby "a może w tym roku też zrobimy razem te urodziny? Włodek się ucieszy!". No przyznajcie, że byłoby to milsze.
A tak, jestem postawiona pod ścianą i muszę się dostosowywać. A to moje dziecko, którego urodzin nie mogę wyprawić.
Za rok będziemy już pewnie za granicą i w ogóle nie wyprawię mu już nic.

Teściowa oczywiście nie widzi, że jest niemiła. Bo niektórzy mają klapki na oczach i myślą, że spokojnie można wszystko powiedzieć nie martwiąc się o uczucia innych. Najbiższa rodzina zrozumie, nie?
Tylko, że dla mnie nie jest to najbliższa rodzina. To jesteśmy my: Ja, Misiek i Fifi. A teściowie to takie dodatkowe +2 z którymi często się widujemy, którzy nam pomagają. Jak myślę "moja rodzina" nie biorę ich pod uwagę choćby dlatego, że dostałam ich w pakiecie a nie z wyboru. Z wyboru to ja mam Miśka.


Zapraszam serdecznie na bloga. Trochę nowych sesji przybyło... :)

2 komentarze:

  1. Zakręcony świat z tą teściową, ale mimo wszystko dobrze, że się dogadujecie. Pomyśl jednak co ma moja koleżanka, która wraz z dwoma braćmi i matką mają tego samego dnia urodziny?!

    Również kocham urządzać takie mini, urocze z masą bibelotów imprezy. Szkoda tylko, że zawsze coś stoi mi na przeszkodzie ;P.

    OdpowiedzUsuń
  2. zazdroszcze Filipkowi mlodego Dziadka, moj w moje pierwsze urodziny mial juz 70 lat ;) moze Tesciowa spodziewala sie, ze bedziecie chcieli sie wymigac, wiec od razu postawila sprawe w ten sposob? haha. z tesciowymi podobno zawsze sa jakies problemy.

    Trzymaj sie Natalio, powodzenia w organizacji!

    OdpowiedzUsuń