piątek, 2 sierpnia 2013

Już po wszystkim.

Dziękujemy bardzo za wszystkie kciuki, myślę, że mogę uczciwie powiedzieć, że Fifi już się czuje bardzo dobrze. Sama środa była dla nas bardzo stresującym dniem, chociaż stres przyszedł dopiero, gdy wyjechaliśmy z domu w stronę kliniki. To, czego obawiałam się najbardziej, czyli niemożność zjedzenia czy też wypicia czegokolwiek nie dawała nam się bardzo we znaki, Filipek zaledwie parę razy poprosił nas o picie. Niestety nie mogliśmy mu nic dać...

Z całym sercem mogę polecić klinikę Sanitas na gdańskiej Zaspie jako miejsce, gdzie komunikacja z rodzicem i dobro małego pacjenta jest najwyższym priorytetem. Nie zajmują się oni tylko leczeniem małych ludzi, a jednak porodówki i oddziały noworodkowe powinny się od nich uczyć.

Chwile zabiegu, przebudzania się na sali pooperacyjnej gdzie nie mieliśmy wstępu były chyba najdłuższymi chwilami w moim i Miśka życiu. Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy przywieźli mi spoconego Filipka (pod grubą kołdrą!) i płaczącego, roztrzęsionego gdyż obudził się a nie było obok mamy... Nie sądziłam nigdy, że coś mi przypomni taką chwilę, ale kiedy wzięłam tego mojego zapłakanego szopa, który uspokoił się natychmiast po przytuleniu do maminego ciałka, łezka w oku mi się przekręciła, bo poczułam się tak jak w chwili, kiedy przynieśli mi ten mały niespełna trzykilowy cud zaraz po porodzie, żebym mogła go przytulić i nakarmić. Dla takich chwil warto żyć. 

Wyszliśmy do domu przed 22, mieliśmy ciężką noc. I chociaż pan profesor zaznaczył, żeby Filip przez dwa dni leżał i odpoczywał, podkreślił, że na pewno sam tak zdecyduje dochodząc do siebie, mały wczoraj przez pół dnia siedział na kanapie i się bawił, o 15 wstał i chodził, o 19 biegał i wspinał się na krzesło. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest nieostrożny, bo widać, że nie daje z siebie 100% możliwości, stara się nie podnosić nóżki wysoko (blizna na pachwince), nie szaleje jak zawsze. Dużo spacerujemy w wózku, żeby się ten mały szop nie zanudził.

Dzisiaj znowu ciężka noc, co oznacza, że Filipka dopada ból w pachwinie. Misiek pojechał na kawalerski przyjaciela (sama go namówiłam, bo dzisiaj ja idę na panieński) więc zostałam z małym zupełnie sama. Podziwiam Filipka bardzo mocno. W nocy boli i spać nie może. W ciągu dnia jest zadowolony i uśmiechnięty, chociaż czasem jęknie jak się źle ułoży na krześle. Nie schodzi sam z kanapy, żeby sobie nic nie naciągnąć. Nie bierze żadnych przeciwbólowych, bo o nie nie prosi. Ale to nie znaczy, że nie boli, to są dwie blizny w miejscach dość unerwionych. On po prostu nie narzeka. Czy ja bym tak potrafiła?

2 komentarze:

  1. Myślę, że bardziej życzę powodzenia Tobie niż Filipkowi, bo chyba bardziej to przeżywałaś. Ale dobrze, że się już skończyło :).

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, jako że dawno Cię już tu nie było. be-a-huminka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń