środa, 3 lipca 2013

Wyjazdy i powroty.

Rozmawiałam wczoraj z moją przyjaciółką z dzieciństwa. Postanowiła, wraz z narzeczonym, wrócić do Polski po dwóch latach życia na Wyspach. Z jednej strony rozumiem to (jej narzeczony nie może znaleźć pracy w zawodzie) a z drugiej jestem trochę w szoku. Planowaliśmy wyjazd, chcieliśmy do Londynu i ich tam nie będzie.

Zaczęłam wczoraj z Miśkiem rozmowy, jak to sobie dalej wyobraża. Sytuacja na wyspach nieciekawa. Wiele imigrantów - tych złych, psuje to, co było tam dobre. Nie chcemy być też postrzegani jako "cwaniaczki-polaczki" jadące dla socjalu. Uwierzcie mi, że Misiek na swoich poborach programisty nie załapałby się na żaden socjal. Do tego nie chcemy być nagle zaatakowani maczetą na przedmieściach tylko dlatego, że kobieta/mężczyzna/chrześcijanin/biały itd. A ostatnio o tym mnóstwo. Do tego wiem, że pracy w swoim zawodzie w Londynie nie znajdę. Za dużo native speakerów. Dlatego też Misiek wysunął coś w stylu: "poczekajmy jeszcze rok".

Wkurzyłam się. Plany emigracyjne mam od zawsze. A plan, że wyjadę na zawsze odkąd wróciłam z wyjazdu aupair ze Szkocji 4 lata temu. Nawet się wtedy z Miśkiem nie znaliśmy. A on miał podobne plany wówczas.
W międzyczasie zdałam maturę, rozpoczęłam jedne studia, rozpoczęłam drugie, urodził się Filip. Plany ciągle były przesuwane w dal, ciągle o rok, o pół. Ostatecznie ustaliliśmy rok temu: 2014. Obronię się, Filip już będzie miał prawie 3 lata więc będzie bardziej samodzielny, rozumny, wyślemy go do przedszkola. I klops. Osoby na które tak liczyłam, że nam pomogą, będą wspierać (ja tam naprawdę nikogo nie znam) wracają do Gdańska, z doświadczeniem, że to nie dla nich, i że już raczej zostaną w Polsce.

Na słowa Miśka zareagowałam dużym poirytowaniem, w końcu czekam na ten dzień, aż w końcu spakujemy manatki i poszukamy swojego miejsca gdzie indziej. Misiek jednak myślał, żeby poczekać rok więcej i spróbować swojego szczęścia w Szwajcarii. To jest nasze miejsce docelowe: spokojny, czysty kraj, jasne przepisy, niskie podatki, cudowna służba zdrowia. Tylko nie wiem, czemu czekać rok. Mam mętlik w głowie. Nie znam niemieckiego. Nigdy nie byłam też w Szwajcarii (Misiek był raz, parę lat temu).

Nie wiem co o tym, wszystkim myśleć. Niczego nie wykluczamy, bo na nic się nie zdecydowaliśmy. Dlatego jeszcze chwilę porozmawiamy, poczytamy, poszukamy pracy... na pewno w żadnym wypadku nie jedziemy w ciemno. Ale zostać nie zostanę. Nie ma o tym mowy.

Filip na dziś.




2 komentarze:

  1. często piszesz o emigracji.. rzeczywiście, Szwajcaria brzmi lepiej niż UK, gdzie Polaczków Cwaniaczków (Biedaczków) nie brakuje, nie jestesmy tam najlepiej postrzegani... zorganizujcie wszystko na spokojnie, nie odkładajcie, nie podejmujcie pochopnych decyzji - wszystko jest do ogarnięcia, odnajdziecie się w tyn świecie :) Szwajcaria fajny kraj, francuski też jest w cenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie poddawaj się... irytują mnie tamte osoby, które wyjeżdżają po pracę, a potem wracają, bo nic nie znaleźli. co oni myślą, że tak hop siup im się uda? ja również marzę o emigracji. wyjedź. znam masę osób, które pokochały wyspy. I dodam jedynie na koniec powiedzonko mojej mamy - zawsze nie będzie czasu, tylko możesz go inaczej zagospodarować :).

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń