piątek, 12 lipca 2013

Blokada rodzicielska i Snowden w tramwaju

Obiecałam sobie, że będę pisać częściej, ale jak za każdym razem chciałam to zrobić zdałam sobie sprawę, że NIC się u mnie nie dzieje. Właściwie poza tym, że jutro jest ostatni egzamin w sesji  (hell yeah!) nie licząc wrześniowej oraz poza wkuwaniem dziennie dziesiątek niemieckich słówek, u mnie po staremu. Filip śmieszny jak zawsze, nikt nie choruje, nikt nie wariuje... no, może ja, bo pogoda u nas zdecydowanie nie lipcowa.

Ale parę historii mam:

Jechałam w środę tramwajem, do księgarni językowej, kiedy do pojazdu wsiadł koleś. Niby zwykły. Wojskowe buty, krótkie spodenki, znoszony plecak... ale twarz... wykapany Edward Snowden :D Przez pięć minut gapiłam się na niego z otwartą buzią. Poważnie. Żałuję, że nie wypaliłam z tajemniczym "I was waiting here for you, mr Snowden" :D Oczywiście wpadłam na to dopiero po tym, jak wysiadł.

Z innej beczki dostałam wczoraj surowy zakaz czytania wiadomości w sieci. Swego czasu byłąm od tego niemalże uzależniona, czytałam codziennie. Ostatnio robię to dużo rzadziej. Wczoraj Misiek powiedział mi, że mam tego nie robić. Trochę w tym racji jest bo czytam same makabryczne wiadomości. O tym, kto udusił psa, kto zabił sąsiadkę... wiem, że sensacja się sprzedaje i chyba padłam ofiarą właśnie takich sensacyjnych newsów. Mimo wszystko obiecałam sobie nigdy już tego nie robić - a raczej nie w takiej ilości. Po wiadomości na temat wypadku Polskiego Busa pod Nidzicą w drodze z Gdańska do Warszawy. Kierowca wyprzedzał pojazd osobowy, kiedy ten niespodziewanie skręcił w lewo. Dlaczego? Bo było skrzyżowanie! A kierowca autobusu wyprzedzał na podwójnej ciągłej!!!!
Nie ruszyłoby to mną jakoś mocno, gdyby nie fakt, że moja mama jeździ na tej trasieTYMI BUSAMI  raz w miesiącu. A wczoraj zaczął jej się urlop. Zdecydowała jednak, że pojedzie najpierw samochodem do Pasymia na zaproszenie moich teściów, a dopiero potem, jak wróci do Gdańska i właśnie owym busem do Buska Zdrój (z przesiadką we wspomnianej Warszawie). Jak sobie wyobraziłam, że moja mama mogła siedzieć na miejscu kobiety, która straciła wczoraj obie nogi...

Dlatego też nie czytam już wiadomości. Powinnam założyć sobie blokadą rodzicielską (czym, swoją drogą Misiek mi zagroził). Ale myślę, że jakoś wytrzymam. Wolę powtarzać niemieckie słówka. Odprężające i coś wnosi. A taka wiedza o wypadkach? Statystyki poszkodowanych? Nic. Kompletnie nic.

Tak więc z wiedzą "bezużyteczną" wracam do gramatyki praktycznej. Bleeee. Dam znać jutro. Chyba, że zapomnę.

1 komentarz:

  1. Historią o Snowdenie mnie rozwaliłaś :P. Trzeba było po Obamę dzwonić!

    be-a-huminka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń