wtorek, 4 czerwca 2013

Rower.

Dzisiaj był dzień nad dnie! Sprawiliśmy naszemu szopowi dwa cudowne obiekty, którymi nie może się nacieszyć :) Pierwszy to zielone, plastikowe krzesełko z IKEA. Piękne nie jest, ale Filip siedział na nim pół dnia, rysował przy stoliku, jadł przy stoliku, czytał książeczki (tak tak MAMA CZYTA TUTAJ, MAMA CZYTA, MAMA TUTAJ i tak w kółko...). Po paru godzinach uśmiechu mojego dziecka wiem, że to był świetny zakup.

Drugą rzecz, jaką mu dzisiaj sprezentowaliśmy to... uwaga uwaga! Rowerek! Zielony,metalowy z pedałami (do których Fifi nie sięga), pasami bezpieczeństwa i uchwytem, którym rodzic może skręcać kiedy pociecha jeszcze nie za dobrze sobie z tym radzi. Już od paru tygodni Filip przejawiał wielkie zainteresowanie rowerkami swoich kolegów z piaskownicy, ale nie chciał na nich siadać. Wolał prowadzić za kierownicę lub siodełko i wywracać w piach. I tyle. Co prawda, za każdym razem, jak się dorwał do takowego sprzętu nie dawał sobie zabrać i jak koleżanka bądź kolega szli do domu, był wielki alarm, że po co rower z nimi idzie...

Dzisiaj jednak, gdy byliśmy w markecie na zakupach, Filip wyhaczył mały, różowy rowerek. Dziewczęcy, jak mniemam. Usiadł i kazał się wozić po całym sklepie. Pierwszy raz odkąd był mały (i spał jakieś 20h na dobę) zrobiliśmy zakupy w świętym spokoju. Po zakupach i wyjątkowo spokojnym rozstaniu z różowym cudem poszliśmy do położonego obok Decathlonu ale nie znaleźliśmy nic, coby odpowiadało naszym preferencjom. Drogie to, brzydkie i niefunkcjonalne. Jednak jak zajechaliśmy do hurtowni z zabawkami... ojjj jak wsiadł to już nie chciał zejść! Kupiliśmy, wyjechaliśmy przed sklep. No więc trzeba to jakoś zapakować do auta. Ale 1) Filip nie chciał wejść 2) rower nie miescił nam się w bagażniku i nie dało się go złożyć. Tak więc przejechał kawałek (jechaliśmy akurat do teściów) na tylnym siedzeniu obok mnie (siedzę obok Filipa) i szopa w foteliku. Ryk przez te 4 kilometry był straszny. Widzieć, a nie móc nawet dotknąć. Czułam się, jakbym ukarała moje dziecko dając mu prezent. Na szczęście na miejscu mu minęło, a rowerem jeździł też w mieszkaniu. Z powrotem nie było takiego problemu, bo zostawiliśmy go u teściów, żeby nam go zawieźli rano (mają większy samochód) ale za to był problem, żeby Filipa odczepić od roweru i pojechać do domu...

Zasnął w samochodzie w 2 minuty. Pewnie śni o rowerze i "dzyń dzyń" który jest obok. A ja jutro będę musiała 3 godziny wozić go po okolicy. Ale przynajmniej będzie zabawnie :):)

Zdjęcie roweru jutro (nie miałam aparatu i nie zrobiłam). Za to mam Filipa jedzącego ryż z marchewką - pierwszy 100% samodzielny obiad jedzony (no nie powiem zjedzony) widelcem!


Dodatkowo kolejny dzień wyzwań i..

10 LIKES & 10 DISLIKES
+ bycie mamą
+ fotografia
+ moja praca
+ 22C!!!
+ morze i spacery nad morzem
+ spędzanie czasu z ukochaną osobą
+ kawa
+ bycie docenianą
+ pomost w Pasymiu i ogólnie Pasym :)
+ marzenia, plany i próba ich realizacji

- burza
- ciemność
- samotność (też w tłumie)
- wątróbka i inne podroby dziwnego pochodzenia
- krzywda dzieci i głupi rodzice
- zimna kawa...
- tracić przyjaciela
- bycie zmuszaną do czegokolwiek
- wstawać przed 7 lub po 8 ;)
- tracenie czasu na różne głupoty zamiast się uczyć

1 komentarz:

  1. Fajnie, że Filip został tak ostatnio porozpieszczany :). Jak widzę zdarza mu się to coraz częściej :33.

    Ja też ostatnio kupiłam sobie nowy rowerek z Meridy (tylko trochę większy niż Fifiego) :D. Na początku jednak oglądałam w decathlon i muszę się zgodzić, że pod względem rowerów to straszna chała. Oprócz mnie jednak mój braciszek został również obdarowany nowym rowerkiem (6 lat) i byłam, aż zdziwiona, że takie małe coś może tyle kosztować. Jego kaprysik kosztował ponad 700 zł i to mnie rozśmieszyło, bo mój dla dwa razy starszej dziewczyny, był dwa razy droższy, a to i tak po dużej przecenie. Dlatego też cieszę się, że udało się wam kupić porządny rowerek po okazyjnej cenie :D.

    Pozdrawiam! be-a-huminka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń