sobota, 29 czerwca 2013

przyczepa, cynana i inne cudawianki

Dzisiaj - ku mojemu zaskoczeniu, ale co wszyscy oczywiście wiedzieli - była zerówka z gramatyki opisowej. I jestem niemalże przekonana, że poszło mi dobrze. Oczywiście im więcej o tym myślę, tym bardziej myślę, że coś rozwaliłam ale tak zawsze jest. Jutro wyniki i... egzamin z dydaktyki. A ja myślałam, że gorzej być nie może. To dopiero jest horror. Czysta teoria i pseudonaukowy bełkot. No cóż.

Kurs zintegrowany, leksyka i literatura hiszpańska to trzy przedmioty z których już posypały się piąteczki :) Gratulacje jak najbardziej na miejscu!!!

A teraz trochę o małym bąku. Trochę nam słownik się rozrósł. Ale nie tylko. Chęć do rysowania jest coraz większa. Oczywiście rysować ma mama. Kredka w rękę i dajesz. A co ma rysować? Pytanie za sto punktów. Kto zgadnie? PRZYCZEPĘ. Jakiś dowcip co? Sto pięćdziesiąt siedem przyczep na jednej kartce. Nic innego go nie interesuje. Czasem zgodzi się na jakąś cynanę (cysternę) ewentualnie słonia. Ale przyczepa rządzi.

Mama ma też budować z duplo. Ostatnio konwersacja wyglądała następująco:
- Mama, brum brum! - Filip trzyma w ręku stelaż od samochodu. Więc podłączam do podwozia.
- Lala! - Trzeba włożyć ludzika do samochodu.
- Przyczepa! - no to podłączamy zieloną przyczepę
- IJOIJO! - no i podłączamy koguta do samochodu.

I tak w kółko, parę razy dziennie.
Dzisiaj rano usłyszałam też najpiękniejsze słowo świata. W wykonaniu mojego dziecka brzmi ono HUHAM. Znowu konkurs dla wielkiego odkrywcy. Oczywiście to najprawdziwsze KOCHAM :) Misiek usłyszał te słowa w niedzielę, na dzień taty. Ja niecały tydzień później. I już wszystko jest super, życie spełnione, pora umierać :))))

Jeszcze jedna anegdotka o moim szopie. Mianowicie kiedy Filipka coś boli w głowę to gdzie mama ma pocałować? W stopę. Raz w jedną raz w drugą. "Mama tutaj nuna (dźwięk buziaczka)" :))))))

Pomimo tych trudnych dni, ciężkich, pełnych nauki, wszystko jest super. Jestem zadowolona z tego, co mam. Chce mi się spać, jestem na trzech kawach i dwóch red bullach, cały dzień zgarbiona od siedzenia... ale życie jest piękne, tak po prostu :)


2 komentarze:

  1. Hucham, oooo... urocze. Ja jadę na tydzień do dziadków, gdzie ciągle przesiaduje moja 2-letnia kuzynka, ktora mnie ubóstwia, więc zostaje etat na niańkę.

    Przyczepa? Wohoho... jak ja byłam mała to kazałam mamie rysować Makową panienkę jej koleżanki (tuipanową, stokrotkową) oczywiście każda miała własnego motyla :D.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. huham, rewelacyjne wyznanie :)
    fajny ma język Twój malec. taka kreatywność :D ja mam całą listę stworzonych przez siebie słów... haha

    GRATULUJĘ oczywiście piątek!!

    OdpowiedzUsuń