piątek, 28 czerwca 2013

Nawet lubię się uczyć.

To, co się dzieje ostatnio w moim życiu sprawia, że nie mam w ogóle czasu dla mojego synka. Ciągle nauka, licencjat albo prace zaliczeniowe. Jestem tym wszystkim tak zmęczona, że już nie wiem jak się nazywam. Kawa za kawą, nie jem bo zapominam, siedzę po uszy w notatkach, dom mam tak brudny, że dzisiaj nie miałam nawet czystych skarpet. Jednym słowem: masakra.

Pociesza mnie nieco myśl, że najgorsze, czyli gramatyka opisowa już będzie za mną w ten weekend. Siedzę w tym godzinami każdego dnia i chociaż wydaje mi się to coraz bardziej interesujące, każde kolejne zdanie wchodzi z coraz większym wysiłkiem. Licencjatu została mi równo strona (chociaż zauważyłam, że moja promotorka - niestety - jest bardziej wymagająca od innych i chyba nie odpuści mi, będę musiała tę pracę skończyć dzisiaj...) to przypisy, formatowanie i samo zakończenie pracy sprawia, że odechciewa mi się studiowania. Jeszcze nic nie umiem na dydaktykę języka hiszpańskiego, z której to egzamin mam w niedzielę, miałam napisać pracę zaliczeniową na ten też język i nadal nic nie zaczęłam ani nie mam pomysłu. Jak mi się uda, zrobię ją dzisiaj ale nie wiem czy w ogóle jest to możliwe.

Bycie mamą-studentką powoli staje się trudniejsze niż kiedyś. W zeszłym roku było prościej. Miałam indywidualny tryb nauczania a Filip miał 4 długie drzemki w ciągu dnia, które pozwalały mi na odpowiednią dozę nauki. Obecnie jestem skazana na pomoc innych i jakimś cudem ciągnę jedno za drugim. Ale wszystkiego w pierwszym terminie nie zdam. Nie przeczytałam Owidiusza i nie poszłam na ostatnie zaliczenie z łaciny. Został mi wrzesień. Trudno.

I mimo tych moich narzekań, mimo tego, że mi ciężko, jestem zmęczona, usypiam nad komputerem a Filip obraził się na mnie, że nie chcę go wpuścić do sypialni (to mój azyl, tu mi się najlepiej uczy), lubię, jak mnie cisną terminy. Coś się w życiu dzieje, nie ma monotonii no i jest motywacja, a u mnie z tym ciężko zazwyczaj.

Poza tym Misiek jest bardziej wyrozumiały, siostry nie zrzędzą, że ciągle chcę pomocy...
Dobra, koniec obijania się. Czas formatować tekst. Nie jestem z niego jakoś bardzo dumna, ale myślę, że przejdzie na 4. I tego mi życzcie :)

2 komentarze:

  1. Zatem tego ci życzę :) Dobrze, że mimo wszystko lubisz to co robisz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to uczucie, dlatego cieszę się, że nareszcie wakacje... :). Choć mam wrażenie, że da mnie dopiero teraz zaczynają się wyzwania.

    Pozdrawiam!
    be-a-huminka.blogspot.com
    swide-swide.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń