piątek, 7 czerwca 2013

Jak jest po angielsku hello kitty?

Pytanie jak w tytule. Usłyszałam je dzisiaj z rana, będąc w "Żabce". Dziewczynka, gdzieś pierwsze lata podstawówki, i tata, kupujący jej drugie śniadanie w postaci batoników (ach, ci ojcowie! ;))

- Tato... jak jest po angielsku Hello Kitty?
- Ale to jest po angielsku.
- Aha... - chwila ciszy - Ale jak to jest po angielsku?
- To jest angielski zwrot, po polsku by było "Witaj Kotku".
- Aha... po angielsku... No ale jak?

Całość mnie tak ubawiła, że wyszłam ze sklepu i śmiałam się już na całego. Uwielbiam rodziców, którzy niczym niezrażeni są w stanie powtarzać sto razy to samo, żeby tylko dziecko zrozumiało. Tak mało jest teraz takich pozytywnych ludzi! Niby szerzy się dobry model wychowywania (oczywiście dobry jako moja subiektywna opinia - bezstresowy ale bez pozwalania dziecku wejść sobie na głowę) a jednak ciągle jest masa rodziców, którzy nie chcą poświęcić swojemu dziecku nawet chwili uwagi. Jak sytuacja, której świadkiem byłam w środę. Razem z moją siostrą poszłyśmy na kawę. Filip spał. Idę na kawę TYLKO jak Filip śpi, bo inaczej on się po prostu nudzi. I marudzi. I biega po centrum handlowym, gdzie owa kawiarnia się znajduje. I ucieka, trzeba go gonić a z picia kawy nici.

Jakaś babeczka z wózkiem, usiadła stolik za mną i wyjęła książkę. Dziecko w wózku (1,5 roku, jak się potem dowiedziałam) nagle zaczęło marudzić. A matka tylko "cicho bądź, uspokój się" i dalej czyta książkę. Potem cisza. Odwróciłam się za jakieś 15 minut TO DZIECKO NIE SPAŁO. Leżał w wózku jak lalka. Bez zabawki, bez książeczki. Otwarte oczy. Po 15 minutach to samo. Po kolejnych... Ten maluch leżał godzinę w wózku, nikt się nawet do niego nie uśmiechnął, zagadał. Mama musiała poczytać książkę i pójść na kawę. A mały co? Niech siedzi. Siedziałam tam 1,5 godziny aż Filip się obudził i po prostu wyszłam, bo jak napisałam wcześniej, nie siedzę NIGDZIE NIGDY jak Filip nie śpi. A ten chłopiec leżał. A jego mama do mnie w pewnym momencie, że on taki marudny bo mało spał. O boże...

Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ta godzina leżenia to stracona godzina dla rozwoju dziecka. Po to wymyślono karuzele, zabawki itd żeby dzieci nimi rozwijać. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. A może dlatego, że mam naprawdę ruchliwe dziecko...? Nie wiem.

Na koniec dodam jeszcze historię z dzisiejszego ranka. Idziemy na spacer. Biorę sweter i słyszę z dołu, że mój mały ledwo odrośnięty od ziemi chce go dla siebie. Zabieram mu, zakładam na siebie... i ryk. No to oddaję mu, a on każe mi się ubrać... i paradował dzisiaj w maminym sweterku na spacerku, a teraz w nim śpi :D



4. WHAT DOES YOUR BLOGGER NAME MEAN:

NATKAK to po prostu Natka K. Pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy, najprostsza jaka mogłaby być ;)

5. FIVE PLACES I'D LIKE TO VISIT:

Japonia, dżungla Australijska, Szwajcaria, cała Hiszpania, Szkocja

4 komentarze:

  1. tatuś i córeczka przezabawni :D ta mama z dzieckiem już mniej;/ ale syneczek cudnie wyglada w sweterku:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby śmieszne, ale z drugiej strony to przeraża, żeby dziecko w wieku szkolnym, z za przeproszeniem było tak głupie. O poziomie języka już nie wspomnę :D.

    Pozdrawiam! be-a-huminka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedyś na pierwszy rzut oka myślałam, że adres Twojego bloga to "natak", że jesteś NA TAK :D
    z Australią się zgodzę, HIszpanię i Szkocję też bardzo chce zwiedzić! dorzuciłabym Los Angeles i Afrykę Południową.

    najgorsi są rodzice, którzy nie mają cierpliwości i zabijają ciekawość swoich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju Szwajcaria!!! Trafiłaś w moje serce, marzę o wycieczce tam albo najlepiej o przeprowadzce!
    Najważniejsze to podjąć wyzwanie rozmowy z dzieckiem, potem ono będzie miało wspomnienia - ja pamiętam, że mama nigdy mnie nie zbywała i zawsze wybrnęła z twarzą z moich pytań! :)

    OdpowiedzUsuń