niedziela, 26 maja 2013

Przemeblowanie.

Wiele różnych okoliczności sprawiło, że zostaliśmy posiadaczami nowych mebli. Oczywiście nowe są dla nas, większość ma jakieś 5 lat ale to nam w ogóle nie przeszkadza. Najważniejsze, że mamy możliwość odświeżenia naszego mieszkania zupełnie za darmo!

Mamy więc stół - drewniany (a nie szklany jak dotychczas) i rozkładany. Jest też stolik do kawy, którego nie mieliśmy wcale. Ale najważniejszą zdobyczą na dzisiaj jest kanapa. Rogówka, skórzana, wygodna (wiemy, bo mamy taką samą w salonie ;)), która była pretekstem do kolejnych zmian: wyrzucenia biurka z którego nikt nie korzystał, a także do wyrzucenia małego łóżeczka Filipa.

Fifi w swoim łóżeczku przestał spać kiedy miał jakieś 1,5 miesiąca. Płakał strasznie, że chce się przytulać, że chce jeść i się przyssać a ja nie miałam serca zostawić go płaczącego. Nie wiedziałam, czy był głodny - może i nie. Ale to nie było ważne. Najważniejsze to, żeby moje dziecko było szczęśliwe. Więc zaczął spać z nami. Jedząc 24/h (nie żartuję!), sprawiając, że moje życie poza domem ograniczyło się tylko do zakupów w supermarkecie lub spaceru. Kiedy się budził - jadł. Jak spał, też w większości jadł. Nauczył się zasypiać tylko przy jedzeniu. I spać tylko przy jedzeniu. Byłam uziemiona na parę miesięcy. Przeszło, ale sprawiło, że karmienie piersią stało się męczarnią i przez długi czas miałam do tych chwil awersję. Przestałam lubić karmić. Co nie znaczy, że nie karmiłam, nieee, skończyłam prawie rok od zakończenia przygody z wiecznym ssakiem. Ale i tak już nie było różowo.

Kiedy Filip nie chciał spać, bywało, że nosiliśmy go po całym domu z włączonym odkurzaczem. Oczywiście o rachunkach nie muszę wspominać... O naszych plecach też. Filip robił się coraz cięższy, skończył rok i nadal był noszony, nadal zasypiał jak tylko usłyszał odkurzacz.

Skończyłam go karmić, jak miał 14 miesięcy. Ale odkurzacza nie wyrzuciłam. Włączałam, kiedy trzeba było. Dawałam butlę z mlekiem czy sokiem (to dlatego ma zepsute teraz zęby). Trzy tygodnie później pojechaliśmy na narty. Tam nie było odkurzacza - jedna rzecz wyeliminowana. Ale był sok. I mimo wszystko budził się co godzinę na butlę. To była masakra.

I tak to trwało do maja. Poszliśmy do dentysty, kazała nam zmienić nawyki bo już jest próchnica. Zaczął w nocy pić wodę, którą uznał na tyle nieatrakcyjną, że przestał pić cokolwiek. Budzi się raz, może dwa w ciągu całej nocy. Zasypia sam lub naprawdę rzadko z butelką. Ale nadal spał z nami w łóżku. Do dzisiaj.

Dzisiaj wyjęliśmy materacyk z jego łóżeczka i ustawiliśmy obok naszej nowej kanapy. Oj, co za radość na tej małej Filipkowej twarzy! Dostał prześcieradełko ze zwierzątkami, poduszkę, żeby nie uderzał głową w ścianę przy pobudce. Poczytałam ulubioną książkę, nakryłam kołderką, przytuliłam się obok leżąc na twardych i zimnych panelach. Było warto. Śpi. Śpi sam. Pierwszy raz od... właściwie od prawie zawsze. Jeszcze nie wiem, czy się udało, jeszcze nie wiem, czy nie obudzi się zaraz krzycząc mama i chcąc przytulanki. Ciężko mi to powiedzieć. Ale cieszę się, że spróbowaliśmy. I było naprawdę bezproblemowo!

Życzcie więc nam jak najwięcej nocek osobno (Misiek wraca do sypialni, huraaaa! :D) i jak najwięcej przespanych nocy. Nikomu nie życzę perypetii z karmieniem, butlą, noszeniem i odkurzaczem i nie życzę w sumie żadnych przygód z zasypianiem. Cieszę się teraz, że nigdy nie posłuchałam jakichś głupich książek i rad o zostawianiu dziecka samego w pokoju i dawaniu się wypłakać. Mój synek jest szczęśliwy, że mógł się położyć w swoim własnym "łóżeczku", nawet jeśli jest to po prostu materac na podłodze.

Jestem z siebie dumna i życzcie mi przespanej nocy. Jutro dam znać, czy nam się udało :)

2 komentarze:

  1. super, że trafiły Wam się meble. a z tym odkurzaczem to ciekawa opcja, ja się go podobno bałam... haha

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję wolnego łóżka :P. Zgodzę się, że z tym odkurzaczem to ciekawa akcja, ja do dzisiaj zasypiając lubię słuchać muzyki, albo audiobooka :3 - moja dziecinada.

    Rozśmieszyło mnie zdanie "Zaczął w nocy pić wodę, którą uznał na tyle nieatrakcyjną, że przestał pić cokolwiek." - woda potrafi zniechęcić, no chyba, że piję się ją z własnej woli (ja tak mam). Poza tym a propos nawyku picia soku przypomniało mi się hasło, które do niedawna truła mi mama. Podobno jak do 3 roku nie da się dziecku czekolady, to jej nie polubi. Jej plany w ekspresowym tempie zniweczył dziadek :D. Wg mnie działa tak na wszystko, mi np na mleko krowie, którego do dzisiaj nie trawię, więc może podobnie byłoby z sokiem? Ale nie jestem doktorem (którzy oczywiście zawsze wiedzą lepiej), więc już się zamykam.

    Pozdrawiam! be-a-huminka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń