środa, 8 maja 2013

Jest okej.

Nie miałam pojęcia, że tak kocham wiosnę, dopóki się naprawdę nie pojawiła. Jeszcze tydzień temu łyse drzewa a dzisiaj różowo i biało za oknami. Kocham ten widok!


To właśnie moja wiosna za oknem:




Pierwszy raz od długieeeego czasu, mogę powiedzieć, że u mnie okej. Że nie ma na co zrzędzić. Że wszystko się układa. Jestem szczęśliwa tu i teraz i nie muszę wybiegać w przód (przynajmniej nie jakoś bardzo ;)) i nie muszę się dowartościowywać. Czy to zasługa Miśka? Chyba nie, on zawsze jest taki sam - uczciwy do bólu, trochę zrzędzi jak zawsze, ale bez przesady. To mój stary Misiek, taki jak zawsze. Filip za to rozbraja mnie do granic niemożliwości, jest prześmieszny i przekochany. Przytula się, daje buziaki, biega, sprząta (ostatnio mył balkon)...

Tak więc pozbyłam się zimowego pesymizmu wraz z początkiem wiosny.

Jest okej. Jest dobrze. W końcu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz