niedziela, 28 kwietnia 2013

I po imprezie.

Jestem niesamowicie zmęczona dzisiejszym dniem. Wczoraj moja mama miała swoje 5 minut w postaci imprezy urodzinowej. Przyjechało jej rodzeństwo z różnych zakątków świata, byli moi teściowie i teściowa mojej siostry no i my: dzieciaki i ich rodziny.

Wszystko zaczęło się o 19 a skończyło... część mojej wesołej rodzinki skończyła o 3 nad ranem, my zmyliśmy się o 23:30, jako że Filipek był już baaaardzo zmęczony. A i tak zniósł to wszystko dzielnie, tyle nieznanych wujków i cioć, mnóstwo nieznajomych, a on dopiero przed północą zaczął się potykać o własne nogi i trochę zrzędzić.

Niestety wczoraj mój teść naderwał sobie coś w plecach a ponieważ miał w planach dzisiaj jechać na działkę aż za Olsztyn i ogarnąć wszystko, wziął sobie Miśka do pomocy. Tak więc do wtorku wieczorem jesteśmy sami z Fifim, pod wieczór razem z teściową dołączamy do nich.

Ja, coby się nie nudzić zabrałam Filipa do mojej mamy i siedziałam z tą moją liczną rodziną aż Filip znowu nie zaczął zrzędzić (tym razem nieco wcześniej niż wczoraj) i wróciliśmy do domu. Co dobrego z tej sytuacji? Misiek zostawił mi samochód w Gdańsku i najeździłam się za wszystkie czasy.

Zdjęć mam z wczoraj całą masę ale po pierwsze piszę na tablecie gdzie nie mam portu na karty pamięci a poza tym nie ma tam ani jednego mojego zdjęcia bo wszystkie robiłam ja ;)

Mały się słania i ledwo żyje, a ja odpoczywam po intensywnej wizycie i myślę, że imprezy rodzinne są fajne, ale mojej rodziny na dłużej niż jeden wieczór na głowie bym nie chciała :P

2 komentarze:

  1. Nie ma to jak rodzinne imprezki ;) U mnie też często trwają do późna;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, sama bym pojezdzila fura ;) liczna masz rodzine! u mnie nigdy nie ma zlotow nieznanych krewnych. to chyba dobrze.
    100 lat dla Mamy :)

    OdpowiedzUsuń