środa, 10 kwietnia 2013

Dzień bez pracy to dzień nudny.

No i się rozłożyłam. Ledwo gadam. Odwołałam zajęcia, część udało mi się przełożyć, ale trochę kasy przepadło. Siedzę więc z małym szopem i... nudzę się. Nie potrafię żyć bez pracy (o zgrozo, jutro też nic nie mam). Ale chore mam tylko gardło, byłam więc u mamy z Filipem a potem w Galerii i kupiłam sobie buty i bluzkę. Tak, na poprawę nastroju. Nie, żeby mi było potrzebne ;)

Misiek dzisiaj będzie przed 22... Wyszedł później do pracy a zaraz potem idzie na trening. Tak więc dłuży mi się ta środa bez pracy, nawet Miśka nie ma, nie ma z kim się podroczyć. Bo Fifi chyba na to jeszcze za mały, nie zrozumie.

Mały robi niekontrolowany bałagan w mieszkaniu. Ale to kara za to, że nie pozwoliłam mu się położyć spać o 17... ;) Musiałabym go wtedy znosić do 23 a tak o 7-8 pójdzie spać i może ciut odpocznę. Jakimś cudem praca męczy mnie mniej niż siedzenie z tym szopem, to normalne?



1 komentarz:

  1. niepotrzebne bluzeczki zawsze sa najladniejsze co nie? kuruj sie i na lenistwo czasem warto sobie pozwolic i na nude tez !!

    OdpowiedzUsuń